Kacper Kendzia: Zachęcam piłkarzy do spróbowania się w roli sędziego

Dziś publikujemy dla Państwa wywiad z Sędzią roku 2019 w regionie leszczyńskim. Kacper Kendzia miał przyjemność sędziować w zeszłym roku finał okręgowego Pucharu Polski, a spośród nominacji klubowych zdobył najwięcej głosów. Jak do tej pory przebiegała jego przygoda z gwizdkiem? Dlaczego wolał rolę rozjemcy na boisku niż piłkarza? Zapraszamy do lektury.

Czy zaskoczeniem dla Ciebie było zwycięstwo w naszym plebiscycie?

Muszę przyznać, że na pewno była to miła dla mnie informacja. Już wcześniej dochodziły do mnie sygnały, że moge znaleźć się w finałowej trójce. Ciesze się bardzo, że kluby doceniły moją prace z gwizdkiem.

Masz doświadczenie z gry w piłkę. To bardzo pomaga w pracy sędziego?

Jest to na pewno indywidualna sprawa i różne są na ten temat opinie. W moim przypadku bardzo to pomogło, pod względem całego warsztatu sędziowskiego. Kopałem w środku pola, dlatego też w dużej ilości sytuacji przewiduję gdzie poleci piłka, jak zachowają się dani zawodnicy. Pozwalam naprawdę na twardą gre zawodników i myślę, że zawodnicy tego właśnie oczekują. Większość zawodników wie, że kopałem, czy też rywalizowałem z nimi na boisku, a to pomaga w komunikacji z nimi, czy też zaakceptowaniu moich decyzji boiskowych.

Nie było możliwości, żeby zrobić większą piłkarską karierę?

Grałem w drużynach młodzieżowych Rawii Rawicz, jeszcze wtedy z przodu i strzelałem dużo bramek. Od początku kadry OZPN Leszno rocznika 95, po konsultacjach u Trenera Pana Piotra Łuczaka dostawałem powołania i było nawet blisko zagrania w reprezentacji wojewódzkiej prowadzonej przez Trenera Patryka Kniata. Pamiętam, że właśnie na rozgrywkach kadr wojewódzkich Pan Kniat pojawił się na naszym meczu, gdzie strzeliłem dwie bramki. Po całym zgrupowaniu dostałem informacje, że zostane powołany na najbliższe mecze województwa wielkopolskiego. Niestety ówczesny Prezes Rawii „zapomniał” mnie poinformować o faxie ze związku, a zrobił to dopiero później po fakcie. To tyle z mojej ciekawszej przygody z piłką.

Jaki najważniejszy mecz do tej pory miałeś okazję sędziować?

Sędziowałem finał Pucharu Polski okręgu leszczyńskiego, parę spotkań w 3 lidze. Najciekawsze mecze to na pewno dwa spotkania walczących o awans Mieszka Gniezno i TarnoviiTarnowo Podgórne. W 3 lidze fajnymi meczami było „kibicowskie” spotkanie Bałtyku Gdynia z Gwardią Koszalin, a najlepszy poziomem piłkarskim był na pewno pojedynek Raduni Stężyca z Kotwicą Kołobrzeg.

Kariera sędziowska zwykle zaczyna się od najniższych klas, pamiętasz jakieś nietypowe, zabawne sytuacje, które spotkały Cię na meczach w B-klasie, albo A-klasie?

Takich sytuacji w niższych ligach jest sporo. Zawsze wspominamy z kolegami sytuacje, jak kierownik jednego z klubów zadzwonił po „zmęczonego” zawodnika, który widocznie zapomniał o meczu. Robili wszystko, żeby zacząć później mecz z tym zawodnikiem. Wtedy ten napastnik strzelił 4 bramki, poprosił o zmianę w 60 minucie i udał się do szatni. Grali wtedy z wyżej notowanym rywalem.

Bierzesz udział również w turniejach halowych, w których gracie razem z sędziami. To pewnie dobrze Was integruje?

Na pewno są to miłe spotkania, gdzie mamy naprawdę fajny zespół i kilka turniejów udało się wygrać. Wielu chłopaków poradziłoby sobie spokojnie w czołowych zespołach naszego okręgu. Miło też wspominam naszą gre w Pucharze Polski, gdzie pokonaliśmy kilka zespołów grających w lidze.

Jak podtrzymujesz formę w okresie pandemii?

Teraz już obostrzenia zostały zluzowane, więc często wybieram się na bieganie, oraz na dłuższe trasy rowerem. W czasie początku pandemii popracowałem nad stabilizacją i kordynacją.

Zapraszam czynnych zawodników do spróbowania przygody z gwizdkiem, bo jest to fajna sprawa, dużo wspaniałych wspomnień i przygód, oraz nowych wartościowych znajomości. Chciałbym też podziękować moim asystentom, bez których nie dałoby się prowadzić dobrze zawodów. Dziękuje!