Czwartki z Futsal Leszno: Michał Bartnicki

Jak to się stało, że zaczął grać w futsal? Bazuje na dynamice i szybkości. Jest to jego drugi sezon w Futsal Ekstraklasie. Jak rozpoczęła się jego piłkarska przygoda? Co uważa za swoje największe osiągnięcie indywidualne? O tym wszystkim możecie Państwo przeczytać w poniższym wywiadzie. Miłej lektury! 

Jak rozpoczęła się Twoja przygoda z piłką nożna?

Nie zaczynałem od grup młodzieżowych czy juniorskich. W okresie gdy byłem dzieckiem mniej więcej w 2/3 klasie to trenerzy jeździli po szkołach w poszukiwaniu najlepszych z roczników. Wtedy trener obserwował zajęcia wychowania fizycznego i wybierał tych, którzy się wyróżnili. Znalazłem się właśnie w tym gronie wybranych i dostałem się do UKP Zielona Góra. Pojechałem tam na dwa treningi, ale później nie miałem wsparcia od rodziców. Musiałem dojeżdżać na treningi, a wiadomo, że jako dziecko sam nie byłem wstanie tego robić.  Więc ten temat ucichł. Można powiedzieć, że wychowałem się grając na podwórku z kolegami. Jak miałem około 18 lat to zacząłem grać w A klasie, była to drużyna Orła Otyń. Następnie w kolejnych latach występowałem w drużynach które grały w okręgówkach lub A klasie. Parę sezonów później zagrałem w Syrenie Zbąszynek i tam wywalczyliśmy awans do IV ligi. Przez trenerów byłem ustawiany z reguły na “dziewiątce” czyli jako podwieszony napastnik bądź grałem rolę wysuniętego napastnika.

Jak zaczęła się przygoda z grą na hali? 

W Zielonej Górze do tej pory organizowana jest Zielonogórska Liga Szóstek Piłkarskich. Uczestniczyłem w tych rozgrywkach. Było to bardzo fajne doświadczenie, bo w zasadzie cały rok mogliśmy grać. Ligi odbywały się na boiskach trawiastych, a zimą był organizowany tzw. Puchar Zimy. Był przy tej okazji organizowany prestiżowy turniej gwiazdkowy, gdzie było duże wpisowe, bardzo fajne nagrody i też  dużo drużyn brało w nim udział. W Zielonej Górze zrodził się pomysł, aby stworzyć drużynę futbolową i wystartować w lidze. Pierwszym moim klubem w rozgrywkach futsalowych była przez to drużyna z Zielonej Góry. Zaczęliśmy tam od gry w II lidze. Na początku grę na dużym boisku łączyłem z grą na hali. Pod koniec sezonu graliśmy z drużyną z Polkowic, która walczyła o awans do I ligi. Udało się im tego dokonać a naszą trójkę czyli Adriana Niedźwiedzkiego, Kacpra Konopackiego i mnie zaproszono do Górnika. Zgodziliśmy się i zaczęliśmy grać w I lidze dla Górnika Polkowice. W tym sezonie graliśmy w barażach o wejście do Ekstraklasy, niestety nabawiłem się podczas jednego z tych spotkań poważnej kontuzji. Po tym sezonie Adrian i Kacper przeszli do Głogowa, ja przez kontuzję nie byłem wstanie. Roku później trener do mnie zadzwonił i dołączyłem do drużyny z Głogowa. 

Z perspektywy czasu gdzie lepiej Ci się gra/grało na dużym boisku czy na hali?

Zdecydowanie bardziej wolę grać na hali. Nie lubię bardzo jak piłka odskakuje przy podaniu. Na trawie jest to częsty obrazek i powszechne zjawisko. Dlatego lubiłem od początku grać na hali. Jeśli chodzi o jakieś moje słabsze strony to nie ukrywajmy, że w drugiej lidze nie było wtedy trenera, który mógłby pokazać stricte zachowania futsalowe. W Zielonej Górze uczyliśmy się wszyscy razem od samego początku. Nawet rok później w Polkowicach bazowaliśmy bardziej na motorycznym przygotowaniu i walce. Taka gra w hali bez futsalu, tak można byłoby to określić. W zasadzie dopiero gdy  trafiłem do Głogowa gdzie trenerem był Tomasz Trznadel, to tak naprawdę nauczyłem się dopiero gry w futsal. 

Był to Twój pierwszy sezon w Ekstraklasie, jak go wspominasz?

Wspominać dobrze mogę jedynie drugą rundę. Bo pierwsza nie była dla mnie udana. W inauguracyjnym meczu na otwarcie sezonu pojechaliśmy do Zduńskiej Woli, debiut na najwyższym szczeblu rozgrywek bardzo cieszył, ale niestety przegraliśmy ten mecz 11:0. Wtedy można powiedzieć, że Ekstraklasa nas zweryfikowała, że jest przynajmniej próg wyżej niż I liga. W pierwszej rundzie po prostu byłem, ale nie grałem dużo. Nabrałem przez ten czas pokory, żeby ciężką pracą wejść do składu i więcej grać podczas rundy rewanżowej. Wyniki też nie były za dobre w tym pierwszym okresie, powodem też było przebudowanie zespołu w znaczącym stopniu. Musieliśmy na nowo zgrać się jako drużyna. Zła passa odwróciła się po meczu w Bielsko-Białej. W tym meczu sprawiliśmy niespodziankę i zaczęliśmy wygrywać w lidze. Wtedy morale poszły do góry i udało się zdobyć tyle punktów, że zapewniliśmy sobie utrzymanie. 

Podczas tego dla Was pamiętnego meczu strzeliłeś dwie bramki, to Twoje największej osiągnięcie indywidualne do tej pory?

Patrząc pod tym kątem to na pewno tak. Chociaż nie grałem długo w Ekstraklasie, bo obecnie jest to mój dopiero drugi sezon. Dla mnie strzelenie dwóch bramek na parkiecie Rekordu przy czym wygrać jeszcze spotkanie to naprawdę było fajne uczucie, bo wiemy jakim są dominatorem w lidze. 

Od momentu gry w Głogowie współpracujesz z trenerem Trznadlem, jak rozwija się ta  współpraca pomiędzy wami?

Myślę, że dobrze bo gdyby tak nie było to pewnie nie spotkalibyśmy się z okazji tego wywiadu. Wówczas gdy grałem w Polkowicach gdyby nie kontuzja to dołączyłbym od razu do drużyny, udało się to rok później. Adrian i Kacper byli tam jeden sezon wcześniej i mogli już tego doświadczenia ekstraklasowego trochę złapać. Trener wiem od kilku lat jak gram. Wiem co jest ode mnie wymagane. Sam też bardzo dużo od siebie wymagam, daje od siebie tyle ile mogę. 

Po rozpadnięciu się drużyny z Głogowa w Ekstraklasie, musiałeś szukać nowej drużyn. Zielona Góra była naturalnym wyborem?

Wróciłem Zielonej Góry, bo tak naprawdę żadnej drużyny futsalowej nie było w okolicy. Wtedy drużyna była w I lidze, więc musiałem tylko zadeklarować się i wybrać czy skupiam się tylko na futsalu czy będę jeszcze grał na trawie, chociaż było to już w zasadzie niemożliwe przez pokrywające się mecze czy treningi. Dlatego wybrałem futsal. 

Na czym najwięcej bazowałeś z boisk trawiastych gdy zacząłeś grać w futsal?

Myślę, że najbardziej dynamika, technika i szybkość to takie cechy, które miałem od początku gry w piłkę. Mam nadzieję, że pozostaną one tak długo jak będę grał w futsal. Oczywiście pewne zachowania czy umiejętności przychodziły z czasem gdy nabywałem doświadczenia i ogrania. Szczególnie poruszanie się po boisku halowym, bo boisko na trawie i boisko na hali to dwie różne rzeczy. 

Na trawie grałeś jako napastnik przechodząc na halę od razu byłeś wystawiany jako pivot?

W momencie kiedy zacząłem grać na hali w Zielonej Górze to byłem wystawiany jako właśnie wspomniany pivot. Miał zastawiać się, zgrywać i utrzymywać piłkę. W Polkowicach też byłem wystawiany jako pivot, wówczas przegrałem króla strzelców o jedną bramkę z Sebastianem Leszczkiem który grał w drużynie z Bochni. Strzeliłem wtedy 35. bramek dla Polkowic. Kolejno w Głogowie również zacząłem jako pivot, ale trener Tomek widział, że nie idzie mi tak jakbym chciał. Wiadomo jako zawodnik na tej pozycji w Ekstraklasie trzeba mieć odpowiednie warunki inaczej wygląda to w I lidze a inaczej w Ekstraklasie. Wtedy trener przesunął mnie bardziej na pozycję skrzydłowego. Sądzę, że wygląda to lepiej bo mogę swoją dynamikę wykorzystać w różnych momentach w meczu. Oczywiście w futsalu jest duża wymienność pozycji i często też mam za zadanie grać w innych sektorach boiska. Najlepiej czuje się gdy mam do wypełnienia zadania skrzydłowego. 

Rok temu Futsal Leszno miało walczyć w I lidze o awans do Ekstraklasy. Jak to się stało, że trafiłeś właśnie tutaj. 

Podczas jednego z meczów w Zielonej Górze, który graliśmy z Lesznem wyszła inicjatywa od trenera i prezesa. Przedstawili nam jak projekt w Lesznie ma wyglądać, że chcą walczyć o awans. Oczywiście zainteresowanie ze strony klubu było naszą trójką: Adrian, Kacper i ja.  Po wstępnych rozmowach uznaliśmy, że chcemy spróbować bo wtedy w Zielonej Górze nie było wtedy tematu awansu do wyższej ligi. Dobrze współpracowało nam się z trenerem, dlatego podjęliśmy decyzję, że możemy dojeżdżać do Leszna. Udało się w poprzednim sezonie awansować i to nas bardzo cieszyło. Oczywiście teraz na własnej skórze widzimy jak jest jeszcze różnica między I ligą a Ekstraklasą. 

Jak wspominasz ten sezon zakończony awansem?

Jeśli chodzi o wynik drużyny to oczywiście bardzo dobrze, indywidualnie miałem mieszane odczucia. Na początku sezonu przytrafiła mi się poważna kontuzja – pęknięta kość śródstopia. Przez co do grudnia pauzowałem i dopiero w tym miesiącu zagrałem pierwszy swój mecz. Musiałem odbudować formę i później dawałem drużynie tyle ile mogłem. 

Jak ocenisz indywidualnie ten obecny sezon w Ekstraklasie?

Na pewno jest jeszcze niedosyt. Straciliśmy w kilku spotkaniach punkty, które są nam teraz bardzo potrzebne. Jest jeszcze meczów do zakończenia sezonu. Niektóre z tych nieudanych dla nas spotkań można było na pewno inaczej rozwiązać. Jak później analizujemy spotkania to dochodzi się do wniosku, że w pewnych sytuacjach można było zachować się inaczej i lepiej. W mojej ocenie niedosyt jest bo sądzę, że mogłem dać więcej drużynie, aby zyskała więcej na mojej grze. 

W ostatnich meczach nie udało się zdobyć punktów. Nad czym aktualnie pracujecie na treningach? 

W ostatnim czasie złapaliśmy lekką zadyszkę. Wiadomo na treningach ostro pracujemy. Musimy też pracować nad tym jako drużyna, aby przy stracie bramki mentalnie nie poddawać się. Zazwyczaj w sezonie wyglądało to tak, że po stracie gola “głowy w dół” i czekaliśmy na kolejne bramki. Oczywiście wszystko rozgrywa się w naszych głowach. Zależą od tego decyzje boiskowo to czy dokładnie podasz piłkę czy dobrze się ustawisz. Musimy do końca sezonu w każdym meczu z osobna poświęcać całe skupienie na poszczególnym spotkaniu i być cały czas skoncentrowani. Kondycyjnie wytrzymujemy mecze, ale czasami brakuje trochę techniki jakiś detali, które razem uniemożliwiają na przykład w danej sytuacji strzelić bramkę. Jak wszyscy wiem Ekstraklasa jest brutalna i każdy błąd jest wykorzystywany przez rywala. Jako beniaminek też nie jest łatwo bo drużyny grające już dłużej w Ekstraklasie mają większe doświadczenie i chcą na nas zdobyć punkt. Od początku sezonu też gramy inaczej niż w I lidze. Wtedy to my dyktowaliśmy warunki i utrzymywaliśmy się przy piłce. Teraz musimy grać bardzo dobrze w obronie i z reguły to przeciwnik ma piłkę. Oczywiście też ćwiczymy na treningach to, aby nie dać się spychać tylko do defensywy ale kreować swoją grę i postawić się najlepszym drużynom. 

Tradycyjnie zapytamy jak w innych wywiadach zapytamy o to – czym zajmujesz się zawodowo na co dzień?

Zawodowo pracuje w Castoramie w Zielonej Górze. Mam rodzinę żonę i dwójkę dzieci -chłopaków. Żona jest wyrozumiała, bo chcę żebym się rozwijał  więc pozwala żebym tyle czasu poświęcał też poza pracą na futsal. Często nie ma mnie w domu, ale staram się każdą wolną chwilę poświęcać rodzinie. Praca, trening i rodzina temu wszystko podporządkowuje. Od tego roku są wolne niedziele w handlu, więc jeśli nie mam meczu to spędzam czas z rodziną. Starszy mój syn gra w piłkę więc też staram się jemu poświęcać uwagę. 

Wywiad przeprowadzili: Piotr Wieczorek i Mateusz Gzyl