Konsekwencja po stronie Torunia

Szóstą porażką z rzędu zakończyło się spotkanie GI Malepszy Futsal Leszno z FC KJ Toruń. Futsalistom z Leszna zabrakło szczęścia, jakości i konsekwencji w grze w meczu z wicemistrzem Polski.

Pierwsza połowa zaczęła się od przewagi zespołu gości, którzy do Leszna przyjechali z pełnym przekonaniem, że uda się przywieźć do Torunia komplet punktów. W składzie toruńskiego klubu zabrakło Roberta Stolarskiego, natomiast w ekipie leszczyńskiej z powodu kontuzji mięśnia dwugłowego zabrakło Huberta Olszaka. Przewaga torunian rosła w pierwszych minutach w sposób imponujący, a swoje zrobiły również decyzje sędziego, który nie potrafił utemperować niektórych zachowań zespołu gości. W sztuce aktorskiej szczególnie dobrze w tym meczu spisał się Tomasz Kriezel, który co rusz pokazywał jak ostro został potraktowany przez miejscowych. Leszczynianie po czasie zaczęli jednak dochodzić do sytuacji, co potwierdziło się w 12. minucie gdy dwóch dogodnych nie udało się zamienić na bramki Jarosławowi Radlińskiemu. Szybko zemściło się to na gospodarzach, bo swoich dobrych okazji nie zwykł marnować Marcin Mrówczyński, który otworzył wynik spotkania. Leszczyniacy zabrali się za odrabianie strat, jednak w większości akcji brakowało konsekwencji. Dużo było strzałów z nieprzygotowanych pozycji. Oba zespoły szybko jednak doprowadziły do sytuacji, że każdy kolejny faul skutkował przedłużonym rzutem karnym. Wykorzystali to leszczynianie, gdy Janowi Martinowi udało się wreszcie odczarować ten stały fragment w ekipie gospodarzy.

Druga połowa wyglądała podobnie do pierwszej i w grze obu zespołów było widać dążenie do celu w postaci strzelenia gola, ale zawsze brakowało czegoś, żeby postawić kropkę nad i. W 29. minucie doświadczenie sprawiło jednak, że to torunianie zdobyli bramkę na 2:1. Mateusz Maszak wykorzystał błąd leszczyńskiej ekipy i prostym strzałem pokonał Michała Długosza. Trener Trznadel tym razem czekał do 35. minuty na wprowadzenie piątki do ataku gospodarzy. Manewr ten na nic jednak się zdał, bo w ekipa z Torunia potrafiła postawić zasieki nie do przejścia przed swoją bramką. Dopiero w końcówce pojawił się na parkiecie Kamil Kruszyński, co było zaskoczeniem dla kibiców zgromadzonych na hali Trapez, bo do tej pory dostawał więcej szans. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 1:2 i to wicemistrzowie Polski mogą się cieszyć z przełamania. Leszczynianie zagrali na miarę swoich możliwości, a teraz głowa trenera w tym, żeby wykorzystać atuty swoich zawodników w następnych spotkaniach, szczególnie w ostatniej fazie konstruowania ataku.

Jan Martin, Futsal Leszno:

Trudno szukać jakichkolwiek pozytywów, bo znowu przegrywamy i ta moja bramka nic tutaj nie daje. To jest w tym wszystkim najgorsze. Musimy podnieść głowy do góry, bo mimo, że nie wyglądało to najgorzej to nadal nie zdobywamy punktów. Nic, tylko trenować walczyć i szukać punktów w następnych meczach.

Marcin Mikołajewicz, kapitan FC KJ Toruń:

Wiedzieliśmy, że czeka nas ciężkie spotkanie i tak właśnie było. Ale też na własne życzenie, bo mamy aktualnie niemoc strzelecką od dłuższego czasu. Bardzo mało bramek strzelamy i to się dziś potwierdziło. Mieliśmy sytuacje niewykorzystane, potem chwileczkę nerwówki. Ostatecznie cieszy rezultat i przełamanie, bo w tym roku to nasza pierwsza wygrana.