Czwartki z Futsal Leszno: Rajmund Siecla

Futsal Leszno na futsalowej mapie Polski jest od prawie sześciu lat. Klub oparty jest na polskich zawodnikach, a z biegiem czasu coraz więcej do powiedzenia w składzie drużyny powinni mieć wychowankowie. Jednym z takich synków futsalowej inicjatywy w Lesznie jest Rajmund Siecla, najmłodszy zawodnik w kadrze leszczyńskiego klubu. Jak to się stało, że trafił do futsalu? Co postanowi, gdy stanie przed wyborem dyscypliny na kolejne lata? I dlaczego nie przywdziewa barw dwóch leszczyńskich klubów jednocześnie? O tym wszystkim opowiedział w swoim pierwszym dłuższym wywiadzie.

Usłyszeliśmy ostatnio dużo dobrego na Twój temat, więc zacznę od podchwytliwego pytania. Czy osoba z którą przeprowadzam ten wywiad jest materiałem na gwiazdę leszczyńskiego futsalu?

Nie mogę powiedzieć, żeby te głosy do mnie nie docierały. Ilekroć miałem okazję rozmawiać szczerze w cztery oczy z trenerem to słyszałem, że potencjał mam wysoki. Na pewno takie głosy mnie cieszą. Przychodząc do Futsal Leszno nie spodziewałem się, że tak łatwo przyjdzie mi przestawienie się na halę. Były momenty ciężkie, jak to zwykle bywa na początku, ale ogólnie byłem z tego startu zadowolony. Zacząłem dopiero pierwszy sezon w futsalu i zbiegło się to akurat z debiutem drużyny w ekstraklasie.

Przygodę z piłką zaczynałeś od juniorów Rawii Rawicz.

Dokładnie. Jestem wychowankiem Rawii, a w okresie liceum przeniosłem się do juniorów Polonii Leszno. Następnie były przenosiny do Sarnowianki Sarnowa, w której to do dziś gram i łączę trawę z futsalem. Debiut seniorski przypadł na grę w Polonii, w której to było mi dane zagrać w drużynie seniorskiej już w wieku szesnastu lat.

Na jakiej pozycji grasz na trawie?

Środek pola, pozycja gdzieś między „8”, a „10”. Trochę taki wolny elektron.

Ale ze strzelaniem bramek też raczej nie masz problemu?

To fakt, gdzieś te liczby za mną przemawiają. W tym sezonie w Sarnowiance było ich już siedem.

A jak wygląda sytuacja z możliwościami gry w wyższych ligach na trawie? Było już jakieś zainteresowanie?

Grając jeszcze w Polonii, bodajże w pierwszym sezonie, dostałem propozycję testów w Piaście Żmigród, w trzeciej lidze. Sprawa rozbiła się jednak o to, że w Piaście zmienił się trener i temat testów umarł śmiercią naturalną. Inne propozycje też się trafiały, zresztą nawet teraz gdzieś te telefony się pojawiają, ale na ten moment nie widzę większego sensu w inwestowaniu swojego czasu właśnie w piłkę na trawie.

To w takim razie skoro tak dobrze szło na trawie, to skąd nagle pojawił się w twoim życiu futsal?

Od dwóch lat już interesowałem się tym, co tworzone jest w Lesznie, chodziłem na mecze. A samo zaangażowanie mnie, tak jak w większości chłopaków, zawdzięczam prezesowi Mrozkowiakowi. To on mnie zachęcił, żeby w to wejść. W liceum miałem też wuefistę, Mikołaja Patka, który na co dzień futsalem mnie zarażał. Pokazał mi od środka na czym polega ten leszczyński projekt. W połowie tamtego sezonu dostałem już konkretne zaproszenie na trening w momencie, w którym trener chciał wypróbować młodzież. Ja miałem wtedy przerwę między rundami. Ostatecznie na tamten moment nic z tego nie wyszło, bo brakowało zgody z Polonii, która nie chciała, żeby ich zawodnik łączył jedno z drugim.

Na trawie czekamy na rundę wiosenną, futsal już jest w pełni rundy rewanżowej, a Ciebie zapewne w najbliższym czasie czeka decyzja z wyborem dysypliny.

Mogę powiedzieć, że ta decyzja już jest w zasadzie podjęta. Słucham rad trenera oraz wszystkich zawodników, bo od wszystkich mogę się uczyć. Wszyscy dookoła cały czas powtarzają, że idę w dobrym kierunku, więc trudno się nie skłonić ku temu, żeby pójść w stronę futsalu.

Na ten moment, odczuwasz fizycznie, że trudno jest łączyć jedno i drugie?

Fizycznie na wszystkich testach sprawnościowych wypadam bardzo dobrze. Nie odstaję od kolegów z drużyny. Trzy treningi mam w Lesznie, a gdy dołożymy do tego zajęcia z Sarnowianką to mogę powiedzieć, że trenuję codziennie. Na wydolność dzięki temu na pewno nie mogę narzekać.

Odejdźmy na chwilę od sportu. Co Ty robisz na co dzień?

Pracuję w firmie Rawag, produkującej wyposażenie wagonów.

Kibice mogą Cię kojarzyć również z lig halowych. Grałeś chociażby w turniejach w Gostyniu i Pakosławiu ostatnio.

Dokładnie. Z tego też po części wzięło się zainteresowanie futsalem od małego. Zimą często jeździłem na turnieje okolicznościowe w przerwie między treningami. Od paru lat już pogrywamy sobie z ekipą Marbudu w Pakosławiu, jeździmy też na Mistrzostwa Polski Lig Halowych do Gostynia. Teraz była trzecia edycja w której braliśmy udział.

Rozpoczynając już tę ligową przygodę z futsalem, nad czym najbardziej musiałeś pracować, a co było od początku Twoją mocną stroną?

Na pewno najwięcej czasu musiałem poświęcić taktyce. Poruszanie się po parkiecie jest zupełnie inne niż na dużym boisku. Dużo było też elementów technicznych które musiałem opanować. Chociażby przyjęcie podeszwą, żeby nie zostawać w momencie przyjmowania w miejscu. Przyszło po czasie też inne myślenie w trakcie gry, ponieważ na trawie masz dwie, trzy sekundy zawahania w trakcie gry. W futsalu nie ma ani chwili na wyłamanie się ze schematu rozegrania akcji, bo w takim przypadku cierpi cała drużyna.

Błędy się szybko mszczą.

I to w każdej takiej sytuacji. Na początku właśnie najbardziej mnie to przerażało. Są takie momenty, że masz jeden na jednego z bramkarzem, a po chwili dostajesz kontrę i zamiast zostać bohaterem zostajesz od razu sprowadzony na ziemię. Dlatego taka ważna jest odpowiedzialność za grę całego zespołu.

Wspominałeś o ligach halowych. Są tam na pewno osoby, które już na pierwszy rzut oka się wyróżniają. Nie ma takich zawodników, których możnaby z miejsca zaangażować w leszczyński futsal? Wy, jako zawodnicy, możecie przecież pełnić również rolę skautów.

Na pewno znalazłyby się osoby, które poziomem by nie odstawały. Musieliby przejść taką samą drogę jak ja, ale jakość mogliby dać od ręki. Problem leży tutaj, że nie zawsze jest chęć u tych osób. Z futsalu nie ma aż takich pieniędzy jak z trawy. Można grać w klubach A-klasowych i zarabiać więcej, niż na wyższym poziomie w futsalu. I tutaj w większości jest pies pogrzebany, że dużo osób zwraca uwagę w pierwszej kolejności na aspekt finansowy. Chociaż niepowiedziane, że nie uda się kogoś skusić.

Poruszyliśmy już kwestię pochwał, które spływają w Twoim kierunku z różnych stron. Jak Ty w ogóle na takie pochwały reagujesz? Sodówka już za Tobą, czy może dopiero przed?

Muszę się wyłączyć w takich sytuacjach. Gdyby przyszedł moment zawahania to cała dotychczasowa praca mogłaby pójść na marne. Muszę się starać, trenować jak najciężej i mieć świadomość, że jestem dopiero na początku tej drogi. Nie mogę stwierdzić np., że jestem w tym momencie za młody na to, żeby grać w futsal, tylko ciągle muszę iść w wytyczonym kierunku.

A pod względem atmosfery w szatni tutaj w Lesznie, trudno jest wejść takiemu młodemu zawodnikowi między doświadczonych graczy?

To mnie od samego początku zaskoczyło, że wszyscy w tej szatni trzymają się razem. Nie ma żadnych podziałów na starych/młodych, grających więcej/mniej. Tutaj wszyscy ze sobą rozmawiają i się wspierają. Wiadomo, że jeśli jesteś młokosem i widzisz w szatni Sebę, Piotra Pietruszko, czy Adriana Niedźwiedzkiego, którzy mają zdecydowanie większe doświadczenie to jest to duże przeżycie. Nie było łatwo wejść z nimi w rozmowę, ale szybko udało się przełamać.

Indywidualnie jesteś zadowolony z przebiegu sezonu?

Jestem właśnie po rozmowach z trenerem na ten temat. Nie myślałem, że tak szybko wejdę w ten zespół, wejdę na plac. Były momenty, takie jak mecz z Acaną, że ciągnęło mnie na parkiet, ale z tyłu głowy było to, że nie wiedziałem czy jestem w stanie dać coś więcej zespołowi. A łapanie minut dla samego łapania nie miałoby większego sensu. Teraz, gdy wchodzę na boisko to wydaje mi się, że daje coś od siebie dla zespołu i uważam, że idzie to wszystko w dobrym kierunku.

A który moment uważasz za najważniejszy?

Trudne pytanie. Debiut to było parę minut, pierwszego gola zdobyłem w Połczynie, ale najbardziej odczułem czym jest futsal dopiero w meczu z Rekordem. Tam dostałem więcej czasu na pokazanie się. Zobaczyłem na czym naprawdę polega ta gra. A skoro taki Rekord odpada dość szybko w Lidze Mistrzów to jaki tam musi być poziom… Dostaliśmy z nimi ostre lanie, ale dla nas to była mega lekcja futsalu. Trudno szukać pozytywów po 0:10, ale podejście mamy takie, że z każdej porażki trzeba wyciągać wnioski.

Odejdźmy jeszcze na chwilę od obecnego sezonu. Czy poza grą interesujesz się też piłką i futsalem?

Piłką oczywiście interesuję się od małego.

Komu kibicujesz?

Juventusowi Turyn. Wszyscy zawsze byli za Realem, czy Barcą, a ja postanowiłem się wyłamać. Futsalem natomiast od momentu, gdy zacząłem jeździć na Trapez kibicować chłopakom. Wciągnąłem się tak, że oglądałem i transmisję Euro i Mistrzostw Świata w futsalu. Teraz będąc w środku tego wszystkiego to jak tylko czas pozwala to staram się również śledzić rozgrywki Futsal Ekstraklasy.

To jakie przewidywania masz przed niedzielnym meczem z Toruniem?

W przerwie między meczami rozegraliśmy sparing w Zielonej Górze, w którym to ostro sobie postrzelaliśmy. Skoro udało się przełamać wtedy to dlaczego miałoby nie pójść w najbliższym spotkaniu ligowym? Musimy od zaraz zacząć zbierać punkty, bo potrzebujemy ich jak ryba wody. Więc cel na niedzielę nie może być inny niż trzy punkty. Nie było spotkania, poza meczem z Rekordem, gdzie odstawalibyśmy kompletnie od przeciwnika. To zawsze się rozbija o złe decyzje pod własną bramką, czy bramką przeciwnika. Czegoś zawsze brakowało.

ów, mimo tego trudniejszego momentu, nie spuszczacie?

Atmosfera nie zmieniła się od początku sezonu. Na tym musimy przede wszystkim bazować, a nie zwieszać głowy i czekać na jak najniższy wymiar kary.

To jeszcze zapytam o cel na rundę wiosenną, jaki wyznaczyliście sobie z Sarnowianką?

Musiałbym chyba do prezesa zadzwonić… Jesteśmy aktualnie na trzecim miejscu. Drugie daje baraż, pierwsze bezpośredni awans. Jest o co walczyć i na pewno przed tą rundą cel mamy taki, żeby awansować. Chcielibyśmy trochę tę piłkę w Sarnowie ożywić, a co z tego wyniknie to zobaczymy.

Wywiad przeprowadził: Piotr Wieczorek