Czwartki z Futsal Leszno: Paweł Synowiec

W leszczyńskim zespole często ma zadanie wyłączyć konkretnego przeciwnika i odcinać go od piłki. Lubi rozgrywać futsalówkę i nie odstawia nogi. Jest pewny, że GI Malepszy Futsal Leszno utrzyma się w Ekstraklasie. Kto przekonał go do rozpoczęcia przygody w futsalu? Jak wspomina przygodę w innych klubach? Jakie ma plany w najbliższej przyszłości? Odpowiedzi na te pytania można znaleźć w poniższym wywiadzie. Przyjemnej lektury!

Jak Ci się podoba w Lesznie? 

Panuje bardzo fajna i miła atmosfera, byłem pozytywnie zaskoczony jak tutaj pierwszy raz przyjechaliśmy razem z Dawidem. Na początku zadzwonił do mnie prezes Paweł. Po dwóch rozmowach telefonicznych umówiliśmy się na spotkanie we Wrocławiu z racji tego, że Dawid był też w kręgu zainteresowania spotkaliśmy się razem. Prezes przedstawił nam jak to ma wyglądać i wizję leszczyńskiego klubu. Po tym spotkaniu ustaliliśmy szczegóły i dogadaliśmy wszystko. W momencie gdy przyjechaliśmy do Leszna, byliśmy od razu bardzo dobrze przywitani i poczuliśmy od razu wręcz rodzinną atmosferę, która panowała i panuje w szatni. Dużym plusem jest to, że wszyscy się znają i nikt nie wywyższa się próbując jakoś gwiazdorzyć. Bardzo też dobre wrażenie na mnie wywołała cała otoczka, czyli kibice, którzy bardzo mocno wspierają zespół. Mieliśmy z Dawidem porównanie jak to wyglądało w poprzednim klubie czyli Polkowicach, gdzie na mecze przychodziło po kilka osób. 

Twoja przygoda z piłką zaczęła się od Inkopaxu Wrocław 

Tak, miałem 6 lat kiedy poszedłem na pierwszy trening na niskie łąki. Teraz Inkopax to Motobi Bystrzyca Kąty Wrocławskie jest to nadal stosunkowo duży klub mimo, że jest już na pograniczu polskiej piłki. Zaczynaliśmy na stadionie Polonii na “niskich łąkach”. Seniorzy tego klubu grali wówczas w starej trzeciej lidze. Kiedy miałem 11 lat musieliśmy przenieść się na stadion Ślęzy Wrocław przy ul. Wróblewskiego. Po jakimś czasie przeszedłem do trampkarzy Ślęzy i tam spędziłem zdecydowaną większość mojej zabawy w piłkę nożną. Zaczynałem swoją przygodę jako środkowy pomocnik, ale tak prawdę mówiąc oprócz pozycji bramkarza na boiskach trawiastych to można powiedzieć, że miałem okazję wystąpić na każdej pozycji na boisku. Moją nominalną pozycją była jednak pomoc, jako już senior w wieku 16 lat grałem jako defensywny środkowy pomocnik, a z biegiem czasu jako byłem wystawiany jako ,,dziesiątka”. 

Kolejnym przystankiem była Foto-Higiena Gać, był to akurat okres gdy trenerem był późniejszy szkoleniowiec Śląska Wrocław Romuald Szukiełowicz?

Tam była ogólnie ciekawa sytuacja, bowiem trener Romuald Szukiełowicz przyszedł na koniec rundy jesiennej był z nami kilka tygodni i odszedł do Śląska Wrocław. Miał bardzo specyficzne metody szkoleniowe, ale bardzo sympatyczny człowiek. Bardzo pozytywna postać i bardzo dobrze tego trenera wspominam. Pozdrawiam go serdecznie z tego miejsca. 

Miałeś w międzyczasie jakieś propozycje przejścia do przejścia do wyższych klas rozgrywkowych? 

Miałem okazję w międzyczasie jako junior jeździć na zgrupowania młodzieżowej kadry Polski w swoim roczniku. Byłem bliski jako czternastolatek gry w Zagłębiu Lubin wtedy tam też zmienił się trener. Wówczas w tym okresie niestety miałem też kilka kontuzji przede wszystkim martwica kolana mocno ograniczyła moje możliwości. W 2 lidze zadebiutowałem w wieku 16 lat, w tym sezonie doznałem niestety bardzo poważnego skręcenie kostki z najróżniejszymi komplikacjami – bardzo nieprzyjemna kontuzja, którą leczyłem bardzo długo bo prawie dwa lata. Po powrocie do zdrowia byłem zaproszony na testy w Zawiszy Bydgoszcz i Arki Gdynia. Wtedy trenerem Zawiszy był Ryszard Tarasiewicz. Ja w tym okresie grałem z jego synem trenera – Danielem, który często przyjeżdżał oglądać nasze mecz. Przy tej okazji właśnie był zainteresowany sprowadzeniem mojej osoby do Bydgoszczy, ale ostatecznie się nie udało i zostałem na Dolnym Śląsku. 

Czy ktoś z twoich rówieśników zrobił karierę jako piłkarz?

Damian Dąbrowski z Zagłębia Lubin, który jest w moim wieku. W czasie Piotr Zieliński, który jeździł jako rocznik 94 i był wyróżniającą się postacią. Z jego braćmi Tomaszem i Pawłem grałem w drużynie Ślęzy Wrocław. 

Jak zaczęła się twoja przygoda z futsalem?

Moja przygoda z futsalem rozpoczęła się od sezonu w którym łączyłem jeszcze grę na dużym boisku z występami w drużynie z Jelcza-Laskowic kiedy była taka możliwość. Chociaż wtedy jeszcze bardziej skupiałem się na grze na trawie. Wtedy z drużyną Foto-Higiena Gać walczyliśmy o awans do III ligi i bardzo nam na tym zależało. Wygraliśmy ligę z dużą przewagą, ale żeby awansować musieliśmy grać baraże z Zagłębiem Lubin II. Niestety ten mecz przegraliśmy 0:3 i nie mogliśmy cieszyć się z awansu. Wtedy w tym sezonie kilka razy dzwonił do mnie prezes zespołu futsalowego z Jelcza-Laskowic, Sebastian Bednarz z prośbą, abym wybrał jednak futsal i dołączył do jego zespołu. Właśnie końcówka naszego sezonu w Foto-Higienie spowodowała u mnie wypalenie. Było dziwne i trochę niezrozumiałe dla mnie, że mimo wygrania ligi, to nie awansowaliśmy bezpośrednio. Wtedy IV liga była podzielona na grupę dolnośląską zachód i wschód i dopiero wyłonieni zwycięzcy tych dwóch ligi mierzyli się w meczu o awans do wyższej klasy rozgrywkowej. Tych kilka czynników spowodowało to, że zdecydowałem się skupić tylko na futsalu. 

Jak zostałeś zauważony przez działaczy drużyny z Jelcza-Laskowic? 

Z Sebastianem Bednarzem znamy się już bardzo długo, nieraz namawiał mnie na przejście na futsal. Często widywaliśmy się czy to na turniejach i ligach amatorskich we Wrocławiu i chyba jakoś tak to wyszło.Myślę, że też tutaj w Lesznie też jest dużo lig zakładowych i amatorskich, które odbywają się w zasadzie przez cały rok. Ja od dziecka lubię bardzo grać na hali. Jak tylko była możliwość w okresie przejściowym gdy grałem na boiskach trawiastych to ten czas przerwy pomiędzy rundami wypełniałem zawsze, biorąc udział w wielu turniejach na hali. Z Sebastianem rozmawialiśmy kilka razy i w sumie później miałem kilka podejść do drużyny futsalowej z Jelcza-Laskowic. Dojeżdżałem tam na treningi, ale też nie zawsze mi pasowało z racji tego, że ciągle byłem zaangażowany w trawiastą piłkę. Ostatecznie dogadaliśmy się z Sebastianem i zostałem zawodnikiem drużyny futsalowej. Sebastian który zresztą jest moim dobrym kolegą myślę, że gdyby nie on, to komuś innemu mogłoby się nie udać mnie przekonać do przejścia na halę. Później chciałem skupić się tylko na futsalu. Łączenie było ciężkie, bo jeździłem do  małej miejscowości Gać na 16.30. Następnie prosto na trening do Jelcza, a tam kończyliśmy treningi o około 22.30. Łączyłem przez krótki czas te dwie dyscypliny, ale na dłuższą metę było to nie do pogodzenia. Na dodatek gdzieś zawsze czegoś brakowało, albo na trawie albo na hali. Trenerom nie oszukujmy też bardzo rzadko pasuje taki układ, że zawodnik gra w futsal i na trawie. Dlatego postanowiłem zostać tylko przy jednej dyscyplinie. 

W Jelczu-Laskowicach poznaliście się z Dawidem Witkiem? 

Dokładnie tak. Dawid trenował również w tej drużynie i trochę wcześniej przed moim przyjściem, jak już jeździłem na same futsalowe treningi to poznałem się z Dawidem. Zakumplowaliśmy się i tak trwa to do dziś. 

Jesteś w stanie porównać te dwa projekty – Jelcz i Leszno?

Ciężko jest je porównać, ale z całej sympatii do Jelcza jaką mam  to można określić, że było to robione tam na wariata. Bardzo dobrze to medialnie wyglądało, ale niestety było trochę niedociągnięć. Pod kątem medialnym Jelcz w pewnym momencie moim zdaniem wychodził ponad poziom Ekstraklasy. Oczywiście prezes Bednarz jak i Jarek Patałuch próbowali łapać to do kupy, ale nie wszystko się da. Osoba trenera Jesusa Lopeza też na pewno dużo osób wiązała, też ze względu na niego dużo osób przyszło do klubu czy też zostało. Bardzo dobry fachowiec. Tutaj w Lesznie widać, że władze klubu stawiają na profesjonalizm. Ma to funkcjonować płynnie. Lepiej kogoś nie wziąć i mieć określmy to pieniądze na wypłaty niż przeforsować i martwić się w trakcie sezonu skąd wziąć środki. 

Co musi się wydarzyć, abyś strzelał takie bramki jak w Jelczu-Laskowicach? 

Zdarzyło się, że w Jelczu udało strzelić się efektowną bramkę z przewrotki. Co musi się wydarzyć? Na pewno muszę wrócić do formy, a ciągłe drobne kontuzje bardzo mi w tym przeszkadzają. Trener Tomasz i fizjoterapeuta Mateusz pomagają mi w tym, aby wyleczyć te kontuzje i doprowadzić mnie do optymalnej formy, cały czas nad tym pracujemy. Postaram się w tym sezonie jeszcze kibiców zaskoczyć. 

Po przygodzie w Jelczu-Laskowicach przeniosłeś się do Górnika Polkowice. Jak wspominasz tam swój epizod?

Atmosfera była tam fajna, można ją porównać do spotkań z kumplami na podwórku. Trening wyglądały różnie ale raczej skupialiśmy się na graniu meczy. Myślę, że właśnie dzięki atmosferze do samego końca biliśmy się o awans do ekstraklasy. Zawodników bardzo dobrze wspominam, byli to naprawdę bardzo mili i sympatyczni chłopcy także trener  Marcin Jeziorny, nie mogę na nikogo z nich złego słowa powiedzieć. Było jednak nam wtedy bliżej do drużyny amatorskiej niż profesjonalnej. Trenowaliśmy bardzo luźno, często dojazd zajmował nam zdecydowanie więcej niż sam trening. Gdy już przejeżdżamy na trening to chcę dać się z siebie maksa. Chcę, aby trener ode mnie wymagał i też chcę wymagać od siebie. W Polkowicach wyglądało to tak, że robiliśmy swoje na treningu bardziej w formie zabawy i wracaliśmy do domu z poczuciem niewykonanej dobrze roboty. W którymś momencie zrobiliśmy dobry wynik do ostatnich kolejek mieliśmy szansę walczyć o awans, więc ten wynik jakiś tam był. Niestety chęci do grania nie bardzo już. 

Finansowo było to opłacalne, aby jeździć do Polkowic?

Zależy jak na to spojrzymy. Bo jeśli ktoś uważa, że jako zawodnik klubu futsalowego będzie mógł wieść życie na godnym poziomie utrzymując się tylko z tego to wydaje mi się, że jest w błędzie. Generalnie  czynniki finansowe w moim przypadku są zwykle drugorzędne, więc powiem, że na paliwo wystarczyło. 

W Futsal Leszno jesteś przez trenera ustawiany jako ostatni obrońca. Czy wcześniej występowałeś w innej roli?

W Jelczu-Laskowicach u trenera Chusa graliśmy w systemie cztery-zero. Nie było przypisanych pozycji, dlatego grałem jako ten niżej ustawiony i na boku. Z uwagi na to, że graliśmy bez pivota pełniłem rolę skrzydłowego i rozgrywającego. Trener widział to, że mogę bezpiecznie od tyłu rozegrać piłkę, ale jak trzeba wrócić i odzyskać piłkę to też to zrobię. Więc od początku raczej byłem ukierunkowany właśnie na rozegranie. Byłem też próbowany jako pivot, ale był to niewypał i pozostaliśmy przy sprawdzonych rozwiązaniach. Dużo lepiej czuje się gdy jestem z tyłu widząc wszystko i kontrolując. 

W Lesznie trochę przyjęło się, że pełnisz rolę zadaniowca.

Taka łatka się przyjęła. Nie wiem czy to dobrze czy to źle, nie mi to oceniać. Mam nadzieję, że w reszcie sezonu będę mógł pokazać, że nie jestem tylko zadaniowcem ale potrafię też o wiele więcej. Generalnie jeśli czegoś się ode mnie wymaga to myślę, że zawsze starannie wypełniam powierzone mi zadania. Cieszy fakt, że mogę się w konkretnych zadaniach przydać zespołowi. 

Indywidualnie oceniając, jesteś zadowolony z przebiegu tego sezonu?

Uczciwie mówiąc nie mogę być zadowolony dotychczas z tego sezonu. Nie jesteśmy nadal w strefie spadkowej, ale nie ma co się oszukiwać, że gdybyśmy mieli dziesięć punktów więcej to wtedy wyglądałoby to zupełnie inaczej i mógłbym w naszej rozmowie powiedzieć, że jestem w miarę zadowolony. Ja z natury jestem osobą, która dąży do tego aby osiągać jak najwyższe wyniki, walczyć o pierwszą lokatę. W przypadku naszej Ekstraklasy ciężko mówić o tym pierwszym miejscu bo tutaj Rekord wiedzie prym. Dla mnie gdybyśmy mieli dziesięć punktów więcej to byłoby optymalnie. Szkoda bardzo straconych punktów w kilku meczach, bo nie udało się w nich zakończyć dobrym rezultatem pomimo prowadzenia czy remisu. Teraz tego brakuje, ale pozostaje nam walczyć na 130 procent o każde trzy punkty. 

Najważniejszy moment dla Ciebie w tym sezonie?

Nie powtórzę wypowiedzi kolegów, że mecz z Clerexem, bo niestety w nim nie zagrałem z powodu kontuzji. Wskaże może dziwny mecz – bo przegrany z Katowicami w rundzie rewanżowej. W tym meczu wydaje mi się, że zagrałem przyzwoicie i czułem się fizycznie dobrze i wytrzymałem cały mecz kondycyjnie. Jeśli mam ocenić z takiego psychologicznego punktu widzenia, to dla mnie osobiście właśnie ten mecz. Oczywiście wielka szkoda, że ostatecznie go nie wygraliśmy. 

Czy ktoś twoim zdaniem przoduje w szatni leszczyńskiego zespołu? 

Wydaje mi się, że mamy bardzo spokojną szatnie i wyrównaną jeśli o to chodzi. Ciężko wytypować jedną osobę która rzuciłaby się od razu w oczy. Na pewno wszyscy słuchają zdania Michała Długosza, który jest najbardziej doświadczony. Oczywiście też głos zabierają Adrian czy też Kuba z którym często się przekomarzamy i z tego miejsca serdecznie go pozdrawiam. Tak naprawdę każdy z nas dokłada cegiełkę. Dzięki temu atmosfera i fakt, że grupa ludzi patrzy w jednym kierunku bardzo fajnie to wygląda. 

Twoje przewidywania na resztę sezonu? Lekko nie będzie,  jesteś w stanie zapewnić kibiców, że uda się wywalczyć utrzymanie?

Tak, na pewno nie będzie łatwo w tej części sezonu. Mogę obiecać, że zrobimy wszystko aby się utrzymać. Jakbym miał obstawić pieniądze czy się utrzymamy to postawiłbym, że tak. Tak więc, czy jestem w stanie zapewnić czy się utrzymamy? Tak, pozostaniemy w Ekstraklasie. Nikt z zawodników nie myśli inaczej, jest to na pewno w naszym zasięgu. 

Na co dzień znajdujesz czas, aby poza grą w oglądać mecze futsalu?

Powiem uczciwie, że próbowałem kilka razy ale jeszcze nie umiem zakochać się w ten sposób. Ja ogólnie oglądam bardzo mało meczów. Generalnie w ciągu tygodnia mam tyle na głowie, że nie jestem wstanie. Gdy jedziemy na jakiś mecz wyjazdowy wtedy można znaleźć ten moment bo poza tym nie mam czasu na takie przyjemności. Oczywiście nasze spotkania, nagrania po meczu oglądam, aby wyciągnąć wnioski co poprawić i wyłapać jakieś błędy.

Tradycyjnie chcemy również zapytać o to, czym zajmujesz się na co dzień zawodowo?

Generalnie na co dzień jestem współwłaścicielem kilku lombardów w Polsce i rozwijam się w tym kierunku. Dodatkowo mam firmę transportową – taksówkarską i moi pracownicy jeżdżą pod jedną z korporacji Wrocławskich. Mam trzy taksówki i można powiedzieć, że po prostu tego wszystkiego pilnuję. Obecnie studiuje jeszcze zaocznie zarządzanie na UE we Wrocławiu. Prywatnie będę we wrześniu tego roku już mężem, bierzemy ślub z moją narzeczoną Anią. 

Snujesz już jakieś plany na najbliższą przyszłość?

Nigdy nie wiem co będzie za rok, tak naprawdę. Nie mogę raczej powiedzieć, że wiąże swoją przyszłość z grą w futsal przez najbliższe dziesięć lat bo raczej tak nie będzie. W tym roku kończę już dwadzieścia osiem lat. Liczę się z tym, że mogę pograć jeszcze cztery-pięć lat i będzie fajnie a może być tak, że złapie kontuzję i nie będę grał. Mogę powiedzieć tak, że nie wiążę z tym takiej przyszłości, że zostanę nowym polskim Falcao i będę zarabiał z grania kokosy”. Moim źródłem utrzymania są interesy we Wrocławiu i tam na tym się skupiam, a futsal jest dla mnie świetną odskocznią. Jak ktoś pyta mnie dlaczego dojeżdżam na treningi do innego miasta, że tracimy na to dużo czasu. A dla mnie w momencie gdy wchodzę do szatni to ja naprawdę odpoczywam. Brzmi może to śmiesznie, ale tak jest. Dlatego między innymi nadal gra sprawia mi tyle radości.  

Wywiad przeprowadzili: Piotr Wieczorek i Mateusz Gzyl