Czwartki z Futsal Leszno: Jakub Molicki

Kolejny gość „Czwartków z Futsal Leszno” to zawodnik, który jest z klubem od samego początku. Te kilka lat doprowadziło go do noszenia opaski kapitana w leszczyńskim zespole. Jak wspomina początki tego projektu? Co dała mu przygoda z Rydzyniakiem i Polonią Leszno? Wszystko to i wiele więcej do przeczytania w poniższym wywiadzie.

Twoja przygoda z piłką nożną zaczęła się od?

Moja przygoda rozpoczęła się od Korony Wilkowice. Tam pierwszy raz poszedłem na trening na dużym boisku. Można powiedzieć, że właśnie tam to wszystko się zaczęło. Wtedy krótko – około roku przegrałem w juniorach starszych i zaraz po tym trafiłem do drużyny seniorskiej. Był to wtedy szczebel A klasy. 

Kolejnym przystankiem był RKS Rydzyniak 

W RKSie spędziłem pięć lat, bowiem miałem przerwę grając w między czasie w Polonii Leszno. Najlepiej czułem się i najlepsza atmosfera jak oceniam to po czasie była w Rydzyniaku. Na zasadzie przyjacielskich relacji. Każdy na każdego mógł liczyć. Oczywiście w każdym klubie również tego doświadczyłem, że każdy pomagał. Lecz w Rydzynie można to określić wręcz, że była tam rodzinna atmosfera. RKS wspominam bardzo pozytywnie. Jeszcze w między czasie udało nam się zdobyć się w sezonie 15/16 Puchar Polski strefy leszczyńskiej, który był historycznym osiągnięciem dla Rydzyniaka. Każdy do tego podchodził, że to wydarzenie było dla nas wyjątkowe. Rozegraliśmy wówczas ten finał na stadionie Polonii. Grałem w tym meczu, a na dodatek udało się strzelić w nim bramkę. Tym bardziej był to dla nas taki można powiedzieć specyficzny mecz. Graliśmy z naszymi finałowymi rywalami czyli Kanią Gostyń kilka tygodni wcześniej i tam przegraliśmy na wyjeździe w lidze jak dobrze pamiętam pięć do zera. Gdy przyjechali na finał do Leszna to my okazaliśmy się górą. Wtedy podchodziliśmy do tego finału bardzo na poważnie. Czuliśmy, że mamy taki skład i to jest ten moment w którym możemy wygrać i udało się to zrealizować.

W międzyczasie grałeś jeszcze w Polonii Leszno

Tak zagrałem trzy sezony w Polonii Leszno. Mogę powiedzieć tak, że przez ten okres moim zdaniem zrobiłem największy postęp piłkarsko i poszedłem  krok do przodu. Grając w III lidze trochę liznąłem tej piłki na wyższym poziomie i dużo się tam nauczyłem. 

Jaka była twoja nominalna pozycja na boisku?

Obrona. W Polonii grałem na boku obrony a w Rydzynie na środku jako tak zwany ostatni stoper. Grając na obronie starałem grać piłką, rozgrywać i jak najlepiej pomóc drużynie. Udało się strzelić nawet sporo bramek dla RKSu. W pewnym momencie nawet żartowaliśmy, że ostatni stoper ma więcej bramek niż napastnicy. Oczywiście dochodziło do tego stałe fragmenty gry i rzuty karne. 

Była możliwość, aby grając na trawiastych boiskach przejść do klubu grającego jeszcze wyżej? 

Nawet jeśli kiedyś pojawiła się taka możliwość to i tak od zawsze czuje się bardzo związany tutaj z Lesznem czy z Rydzyną. Bezpośrednio nie dostałem propozycji, aby zagrać wyżej niż wówczas w Polonii Leszno w III lidze. Nie ciągnęło jednak do tego, ani żadnych telefonów z wyższych lig nie odebrałem. Może i dobrze? Bo jestem tam gdzie jestem, gram w futsal z leszczyńskim zespołem. Sam sobie to wypracowałem, nie poszedłem na gotowe jak chłopaki już awansowali do Ekstraklasy tylko od pierwszego treningu byłem w tym klubie.

W momencie gdy działacze Futsal Leszno stworzyli klub – byłeś zawodnikiem od samego początku? 

Tak, dołączyłem do zespołu i od pierwszych treningów byłem już w klubie. Początki nie były łatwe. Do samego początku startu sezonu nie wiedzieliśmy czy weźmiemy w nim udział jako klub. Mieliśmy już drużynę, można to określić jako trzon drużyny, ale czekaliśmy na to czy wszystkie formalności uda się załatwić i będziemy mogli grać. Udało się i wystartowaliśmy. Pojechaliśmy na mecz w Żarach. Przegraliśmy niestety ten mecz wysoko, ale początek na to nie wskazywał i mogliśmy sprawić niespodziankę. Początkowo cała drużyna złożona była z zawodników z trawiastych boisk. Nikt z nas nie miał żadnego doświadczenia stricte z futsalem włącznie z trenerem i prezesem. Styczność z halą była po prostu taka, że w momencie gdy odbywały się amatorskie ligi halowe prezes przyszedł i zaproponował nazwijmy to w tym wyróżniającym się dołączenie do zespołu i skleił to w taki sposób. Chwała mu za to, bo poszło to w takim kierunku jak teraz widzimy. Razem trzy sezonu spędziliśmy w II lidze, w trzecim udało się nam awansować  do I ligi.  

Kiedy zdecydowałeś się, że wybierasz futsal?

Łączyłem jak dobrze pamiętam do momentu gdy grałem jeszcze w pierwszej lidze. Miałem bardzo poukładane te sprawy, bo w Rydzynie grałem na trawie i nie było problemu, kiedy mieliśmy swoje spotkanie w futsalu aby jechać na mecz. Przypomniała mi się nawet teraz taka anegdota, że jechaliśmy jako Futsal Leszno na mecz sparingowy będąc jeszcze wtedy w drugiej lidze. Był to z zespół z Pniew, który grał w Ekstraklasie. Sparing miał odbyć się w tym samym czasie co mecz ligowy w Rydzynie. Nie było nawet tematu, żadnych pretensji. Miałem tylko jechać na ten sparing, aby zobaczyć jak to jest z tą Ekstraklasą. Mieliśmy zobaczyć dzięki temu w którym jesteśmy miejscu. Pamiętam doskonale jeszcze ten sparing. Jechaliśmy do Pniew dwoma samochodami. W drodze jeden z nich się zepsuł i dojechaliśmy tylko w sześć osób. Mało tego i wygraliśmy ten sparing. To są takie śmieszne sytuacje z perspektywy czasu, ale one mobilizują. Chcieliśmy się wtedy bardzo pokazać i udało się, odnieśliśmy zwycięstwo. 

Zmieniając dyscyplinę i zostając tylko przy futsalu, musiałeś nad czymś w szczególności pracować?

Nigdy nie byłem zawodnikiem bardzo technicznym. Więc to była ta kwestia nad którą musiałem pracować i pracuje do dnia dzisiejszego. Staram się cały czas udoskonalać swoje słabsze strony. Technika użytkowa w trakcie pressingu rywali daje większą swobodę na rozegranie piłki, aby piłka nie odskoczyła od nogi. Trener bardzo zwraca uwagę na to każdemu w naszej drużynie, żeby nie przyjmować piłki w miejscu. Piłka ma krążyć i być cały czas w ruchu. Jak opóźniasz decyzję co zrobić od razu masz przy sobie rywali i piłkę zabierają. 

W ubiegłym sezonie spodziewaliście się, że uda się wywalczyć awans?

 Ten awans można powiedzieć był zaskoczeniem. Początek sezonu w sparingach wyglądał bardzo dobrze, ale nie zakładaliśmy od razu, że uda się awansować. Nawet nie było takich bardzo optymistycznych założeń. Nagle w trakcie sezonu okazało się, że mamy serię wygranych spotkań i jesteśmy na równi z Lubawą. Wtedy poczuliśmy, że jest szansa. Mimo wszystko presja z meczu na mecz zaczęła rosnąć. Momentem kulminacyjnym był mecz w Lubawie, gdzie przegrywaliśmy dwa do zera. Mecz po prostu, który można śmiało nazwać dla nas rollercoasterem. Ten mecz chyba najbardziej pozostanie mi w pamięci. Mimo tego, że przegrywaliśmy udało się odwrócić losy spotkania i odnieść zwycięstwo. Futsal jest bardzo nieprzewidywalnym sportem. W Lubawie wygraliśmy najgroźniejszym rywalem, a później zgubiliśmy punkty u siebie z zespołem z Łodzi. Gdzie oddaliśmy masę strzałów i nie chciało nic wpaść, a rywale strzelili cztery czy pięć i praktycznie wszystkie wpadły. Na szczęście wtedy Lubawa też nie wygrała i nie wykorzystała naszej straty punktowej. Mówi się, że wygraliśmy całą ligę i wszystko było łatwe. W rzeczywistości jednak żadnego z przeciwnika nie można było zlekceważyć. Jak nie szło to odrabialiśmy walecznością i wolą walki.  

Różnica między awansem pomiędzy II ligą a I liga i I ligą a Ekstraklasą? Gdzie jest większy przeskok?

Sądzę, że jeszcze te kilka lat temu w II lidze mogliśmy bazować na doświadczeniu Darka Pieczyńskiego, Łukasza Błaszczyka czy Daniela Lebiedzińskiego. Można określić to tak że w pewnych spotkaniach mecze wygrywaliśmy dzięki ich doświadczeniu. Daniel strzelał bramki zachowania typowo futsalowe do czego zespoły jeszcze nie były na tyle przyzwyczajone czy też nie znały konkretnych zagrań czy zachowań. Zespoły mniej doświadczone nie wiedziały co zrobić danej sytuacji. Swoje w życiu przegrali jako również reprezentanci Polski i to doświadczenie procentowało i dawało świetny efekt.
W I lidze zdecydowanie już większe znaczenie miała taktyka, poruszanie się po parkiecie i przygotowanie fizyczne do sezonu. Obecnie w Ekstraklasie trzeba mieć przygotowanych jeszcze kilkukrotnie więcej schematów do tego, aby wykonać skutecznie stały fragment i zdobyć gola. Zespoły ekstraklasowe bardzo dużo czasu poświęcają na ten element i są po prostu lepiej przygotowane na rywali. 

Od kiedy jesteś kapitanem w leszczyńskim zespole? Jak jest twoja rola w szatni i jak to jest bycie kapitanem w ekstraklasowej drużynie?

Nie był to na pewno pierwszy sezon. Jak dobrze pamiętam w trakcie drugiego, nasz zawodnik musiał zrezygnować z gry i przez to tak w sumie spontanicznie została nadana mojej osobie ta funkcja. Cieszę się, że mogę nadal pełnić tę funkcję i udało mi się wraz z drużyną awansować z szczebla na szczebel ligowy i nadal jestem w drużynie i pełnię rolę kapitana. Podczas odpraw przed meczem gdy trener przekazuje nam ostatnie wskazówki na co mamy zwrócić uwagę to wówczas nikt się nie nie wtrąca. Jak już wyjdziemy z szatni to staram się chłopaków jak najbardziej nakręcić, aby byli do meczu zmotywowani. Potem to pomaga, gdy nawet sama ławka rezerwowych cały czas żyje. Po udanej interwencji napędzamy się jako drużyna i pomaga to bardzo. Staram się z drużyny wydobyć jak najwięcej takiej pozytywnej energii i woli walki. 

Jeśli chodzi o moją rolę jako kapitana w drużynie ekstraklasowej. Różnica pomiędzy byciem kapitanem w drużynie, która występuje na trawie a futsalem jest bardzo duża. Wówczas gdy grałem w Rydzyniaku zdarzyło mi się pełnić rolę kapitana, tam oczywiście osoby które pełnią taką funkcję muszą być na boisku. W Futsalu zdarzają się takie spotkania, że nie wychodziłem w pierwszej czwórce czy nie grałem, ale byłem na ławce zmian. Kapitanem się jest a nie bywa. Trzeba cały czas drużynę trzymać w ryzach. Dbać o to, aby dla przykładu nikt na siebie nie naskoczył nawet na ławce. Nie mieliśmy takich sytuacji, ale zwracam na to uwagę. Zależy mi na tym, aby każdy do każdego podchodził z szacunkiem. Nawet jeśli ktoś popełni błąd to kolega z zespołu ma go klepnąć w ramię i zmotywować – dawaj, będzie dobrze. Na takiej zasadzie musi to funkcjonować. Mogę określić, że opaska kapitańska gdy awansowaliśmy do Ekstraklasy to nabrała dla mnie jeszcze większego prestiżu i cieszę się, że przez tyle lat mogę pełnić taką rolę w drużynie. Dla mnie jest to przyjemność i czuję się w tej roli. 

Jak zaczynaliście jako Futsal Leszno to myśleliście, że dojdziecie do takiego momentu jak obecnie?

Prezes miał takie plany. Otwarcie mówił o tym, że w przeciągu pięciu lat chce awansować i mówił poważnie o tym. My stwierdziliśmy – no dobra zobaczymy. Pierwszy sezon był dla nas mega ciężki, walczyliśmy o każdy możliwy punkt. Nie udawało nam się wygrać długo. Przyszedł mecz z Zieloną Górą u nas na hali nr 9 w Lesznie. Był to wówczas bardzo mocny zespół. Udało się go wygrać jako pierwszy u siebie i to mega cieszyło i dało nam wiary w to, że możemy wygrywać. Oczywiście były takie spotkania w których dostawaliśmy lanie 10 do 4. Można powiedzieć, że wtedy każdy z nas płacił to frycowe. Początkowo byliśmy typowo zespołem, który łączył trawę z futsalem. Można to tak określić, że przyszli na hale i zobaczymy co będzie. Zachowania futsalowe przyszły dopiero z czasem i zdobytym doświadczeniem. Niektóre zachowania na parkiecie są zupełnie inne niż na trawie. Dużą rolę pełni taktyka, granie strefą i stałe fragmenty gry. 

W sezonie 2019/2020 bardziej przełomowym momentem uznasz zwycięstwo z Clerexem czy remis w końcówce z Acaną?

Oba spotkania były bardzo ważne, ale przynajmniej dla mnie uważam, że mecz z faworyzowanym zespołem z Chorzowa był bardzo istotny. Przed tym meczem inaugurującym i na dodatek nasz start w Ekstraklasie. Byliśmy tak mega skoncentrowani i naładowani emocjami, że w zasadzie od rana już każdy z zawodników to czuł. Adrenalina osiągała maksimum. Długo wyczekiwana inauguracja i w końcu przychodzi ten moment gdy możemy wyjść na parkiet i  pokazać się. Na dodatek udało nam się zwyciężyć to spotkanie. Bardzo ważnym dla nas był również mecz wyjazdowy z GSFem w Gliwicach. Przed sezonem podczas okresu przygotowawczego można powiedzieć, że byliśmy trochę zmęczeni, ale zagraliśmy z nimi sparing i byłem bardzo pod wrażeniem ich przygotowania kondycyjnego. Byli bardzo dynamiczni dosłownie w kilka sekund dopadali gdy byłeś przy piłce. Przegraliśmy ten sparing. Ten mecz ligowy jednak zagraliśmy bardzo dobrze w obronie i od tego momentu też poczuliśmy się pewniej i zanotowaliśmy serię kilku dobrych meczów. 

Jedno trudne pytanie w tym wywiadzie. Kwestia bycia kapitanem podczas takiego spotkania z Rekordem?

Każdy z nas na pewno odczuł taką porażkę. Jednak taka porażka musi uczyć i wyciągać wnioski. Uczyć tego, żeby dążyć do właśnie takiej gry. Rekord oczywiście jest drużyną w pełni profesjonalną grali w Lidze Mistrzów i myślę, że każdy chciałby być na ich poziomie. Wiadomo, że w naszym przypadku dochodzą jeszcze inne obowiązki oprócz samej gry w futsal. Takie drużyny mają jeszcze więcej jednostek treningowych grają też dłużej ze sobą, ale ogólnie bezpośrednio po zakończonym takim meczu ciężko coś powiedzieć. Chcę się poklepać po plecach, ale z drugiej strony jest ta sportowa złość. Po spotkaniu nikt z drużyny nie naskawikał na siebie, bo nie na tym to polega. Trzeba było z pokorą przyjąć ten wynik, walczyć dalej i wyciągnąć wnioski. Uczyć się od najlepszych. 

Co sądzisz o młodych zawodnikach, którzy oprócz Rajmunda miejmy nadzieję dołączą niedługo do Was na treningach? 

Bardzo potrzebni są zawodnicy z regionu. Dla nich kibice głównie przychodzą na mecz. Identyfikują się z wychowankami. Przychodzą rodziny, przyjaciele, znajomi. Widzą, że graliśmy jaki mecz to pytają o niego. Gdy awansowaliśmy to też było sporo ciepłych słów. Właśnie o to chodzi. Oczywiście bardzo dobrze, że w zespole grają również bardziej doświadczeni zawodnicy czy z okolic Zielonej Góry czy Wrocławia. To jest tylko dla naszego klubu korzyść, bo wnieśli też jakość a młodzi zawodnicy mają kogo podpatrywać na treningach. Przełożyło się to na to, że tworzymy można śmiało powiedzieć jedność jako zespół. Każdy za każdego pójdzie w ogień czy na noże. 

Realia polskiego futsalu są takie, że większość zawodników nie jest wstanie utrzymać się tylko z gry na parkiecie. Co robisz poza futsalem, pracujesz?

 

Grajac w piłkę od samego początku nie grałem dla pieniędzy. Robiłem to z przyjemnością i żeby czerpać z tego radość. Piłkę nożna traktowałem jako hobby a nie sposób utrzymania. Nigdy nie myślałem, że będę miał wuchte pieniędzy z tego tytułu. Przez bardzo długi okres czasu byłem tapicerem meblowym, lubiłem tą pracę. Jestem akurat po zmianie pracy i obecnie jestem zatrudniony w firmie produkującej reklamy. 

Wywiad przeprowadzili: Mateusz Gzyl i Piotr Wieczorek