Czwartki z Futsal Leszno: Dawid Witek

Początek twojej przygody z piłką nożną to trawiaste murawy. Zaczynałeś od przygody juniorskiej w Ceramice Opoczno. Jak to się stało, że zacząłeś grać w futsal?

Rozpocznę od tego, że przyjechałem do Wrocławia na studia. Chciałem tam studiować na AWF. Jednocześnie chciałem dostać się do akademickiej drużyny, a że studia zaczynają się we wrześniu to najpierw były eliminacje do drużyny futsalowej. Z tego powodu, że nie chcieliśmy czekać na duże boisko wspólnie z kolegami stwierdziliśmy, że spróbujemy na hali. Za czasów w których grałem w Ceramice Opoczno, nie przepadałem strasznie za graniem w futsal. Było to dla mnie karą, tak to można określić. Gdy mieliśmy wybór grania na trawie zimą a trener powiedział, że albo idziemy na halę albo idziecie przed treningiem półtorej godziny odśnieżać boisko to zawsze z kolegami braliśmy łopaty, żeby tylko móc na trawie zagrać. Wracając do mojego przyjazdu do Wrocławia stwierdziłem, że spróbuje swoich sił również w futsalu. Po pierwszym treningu podszedł do mnie trener akademicki. Powiedział, że chciałby żebym reprezentował AWF, więc postanowiłem spróbować.

Ile lat grałeś w Ceramice?

Sześć lat. Jeszcze przed klubem z Opoczna grałem w Niezapominajkach w Tomaszowie Mazowieckim z którego pochodzę. W szóstej klasie podstawówki przyjechali przedstawiciele Ceramiki. Stwierdzili, że chcą żebym przyszedł do klubu. Jest to około 30 km od mojego domu, więc padła propozycja abym był tam w akademiku, później pięć lat w nim mieszkałem. Przez ten okres cały czas reprezentowałem Ceramikę Opoczno, a ostatnie dwa lata w liceum już głównie grałem w seniorach. Wówczas była to jeśli dobrze pamiętam liga okręgowa. Chcieliśmy strasznie awansować do czwartej ligi. Było to spowodowane wówczas tym, że nasza drużyna trzecioligowa się rozpadła – straciliśmy głównego sponsora. Musieliśmy zacząć od początku, od B klasy. Udało się jak byłem pod koniec gimnazjum i mój początek liceum, awansować do A klasy później do ligi okręgowej. Jak kończyłem liceum udało się wówczas awansować do IV ligi. Ostatni sezon w grałem wówczas gdy mieszkałem już we Wrocławiu. Wyglądało to bardziej tak, że w weekendy wracałem ze studiów. W piątek brałem udział w treningu później w niedzielę na mecz i z powrotem do Wrocławia. Padła propozycja ze strony klubu, abym został, żeby grać w IV lidze. Niestety było to dla mnie zbyt męczące, bo jest to 250 km w jedną stronę. Więc stwierdziłem, że nie ma to sensu i zdecydowałem, że będę grał tylko w futsal we Wrocławiu. Wówczas łączyłem futsal i trawę.

Czy były szanse, aby pójść wyżej w piłce nożnej na trawie?

Gdy byłem w pierwszej klasie liceum, gdy miałem 16 lat to wtedy byłem na testach w III lidze w Lechii Tomaszów. Zadzwonili do mnie, że chcieliby żebym spróbował. Po okresie przygotowawczym wakacyjnym powiedzieli, że muszę zostać, ale na początku będę grał w juniorze starszym i dodatkowo będę jeździł z seniorami na mecze. W tym samym czasie w Ceramice nasz rocznik przejmował moim zdaniem najlepszy trener w naszej akademii. Zdecydowałem, że wolę wrócić i trenować pod okiem tego trenera. Grać w juniorze młodszym oraz juniorze starszym i o przejściu do innego klubu na wyższym szczeblu pomyśleć za rok czy dwa. Właśnie dwa lata później ten sam trener przejął rolę trenera w Tomaszowie w III lidze.  Przed studiami poszedłem do Lechii na okres przygotowawczy tym razem zimą. Przetrenowałem tam trzy miesiące. Miałem od początku przyszłego sezonu od września grać w trzeciej lidze. Niestety warunkiem było to, że mam trenować cztery razy w tygodniu z drużyną. Wiązało się to z tym, że musiałbym zrezygnować ze swoich planów z pójściem na studia we Wrocławiu. Studia były dla mnie priorytetem, więc stwierdziłem, że trzeba zrezygnować z III ligi. Więc wróciłem do Ceramiki do ligi okręgowej grać weekendowo i móc już studiować we Wrocławiu.

I w tym okresie na jakiej pozycji grałeś w futbolu jedenastoosobowym?

Na boisku grałem w zasadzie na całej pomocy. Głównie na podwieszonym napastniku. Tak się składało, że w naszej drużynie była to pozycja w której się najwięcej biegało dlatego byłem właśnie tam ustawiany.

Kończąc wątek piłki na trawie, czy możesz porównać ją z futsalem? Czy może gra na trawie dała ci jakieś umiejętności, dzięki którym lepiej grasz na hali?

Na pewno dużo dała mi wypracowana na dużych boiskach kondycja. Byłem strasznie wybieganym zawodnikiem mogłem dziewięćdziesiąt minut biegać i nie zatrzymywać. Więc na pewno kondycja, bo teraz grając w futsal wchodzę na cztery minuty i potrafię je wytrzymać na bardzo dużym tempie zamiast dwóch minut. Jest to duża różnica. Moim największym minusem była technika. Nienawidziłem treningów związanych z techniką. Hala jak wiadomo jest mega techniczna więc musiałem dużo nadrobić. Zatem jak zacząłem już na poważnie treningi na hali na tym najbardziej się skupiałem i trenowałem technikę. Szybkość zawsze była mocny strzał też kondycja też. Dużą różnicą jest to, że na trawie gra się dziewięćdziesiąt minut bez przerwy. A tutaj wchodzi się na cztery minuty i schodzi się wycieńczonym. Wcześniej nie interesowałem się futsalem, więc nie spodziewałem się, że można tylko cztery minuty wytrzymać na boisku.

W międzyczasie była jeszcze Playarena czyli gra w szóstkę na trawie, grywasz jeszcze tam czasami? 

Tak, traktuje to teraz jako spotkanie z przyjaciółmi i wypełnienie tego okresu dwóch miesięcy gdzie mamy przerwę w sezonie. Mogę wtedy grać na dużym boisku przez ten czas. Spędzam przez ten okres większość czasu na orliku z piłką przy nodze, głównie na tym bazuje.

Twoja przygoda z futsalem rozpoczęła się od AWF Wrocław później zostałeś zawodnikiem Acany, jak do tego doszło?

Trenerem Acany był wówczas Sebastian Bednarz, który w tej chwili pełni rolę prezesa. Zaczynał budowanie drużyny od zawodników AWFu Wrocław oraz Uniwersytetu Przyrodniczego. Czyli w tamtych czasach dwóch najlepszych drużyn akademickich we Wrocławiu. Klub powstał jak dobrze pamiętam pod koniec czerwca/lipca. Wtedy zaczęli też zbierać zawodników. Gdy zacząłem trenować w AZSie na AWFie to poznałem chłopaków, którzy grali w Jelczu-Laskowicach. Trener Sebastian na eliminacjach dla studentów pierwszego roku podszedł do mnie i powiedział, że chciałby abym przyszedł spróbować w drużynie futsalowej. Pomyślałem, że dlaczego nie, warto spróbować czegoś nowego, bo spodobało mi się to naprawdę. Jak za czasów liceum nienawidziłem tego to po kilku treningach we Wrocławiu stwierdziłem, że to jest naprawdę fajne. Pojechałem na kilka treningów do Jelcza-Laskowic i już tam zostałem. Trenowałem tam około trzech tygodni i przytrafił mi się wyjazd, dość daleki bo do Lublina. Jechaliśmy dwanaście godzin w jedną stronę, bo jechaliśmy pociągiem. W drugą stronę to jak wyjechaliśmy w niedzielę o czwartej to wróciliśmy o ósmej godzinie w poniedziałek.

Właśnie w Jelczu-Laskowicach poznaliście się z Pawłem Synowcem, tak?

Tak, Paweł dołączył do nas podczas trzeciego mojego sezonu. Zrobiliśmy razem awans z Jelczem do Ekstraklasy. Zadzwonił do nas trener z Polkowic i stwierdził, że nas potrzebuje w swojej drużynie. Mieliśmy tam dobry sezon, skończyliśmy jako beniaminek na trzecim miejscu. Z kolei przed obecnym sezonem zadzwonił do nas trener Tomek z Leszna. Mieliśmy okazję się spotkać podczas sparingu. Uważał, że jesteśmy potrzebni tutaj w Lesznie.

W którym momencie klub zaczął pozyskiwać zagranicznych zawodników? Mieliście okazję już grać razem z obcokrajowcami?

Pod koniec mojego pierwszego sezonu przyszedł do klubu obecny trener Chus, tylko na początku nie jako szkoleniowiec ale jako bramkarz. W jednym z meczów zerwał więzadła i stwierdził, że pójdzie ścieżką trenerską. Chwilę później został trenerem, który ściągnął dwóch Hiszpanów i bramkarza z Niemiec. Przyznam szczerze, że gdy oni dołączyli do naszego zespołu pokazali nam taką dużą różnicę. Nagle wskoczyli na parkiety pierwszej ligi i przez pierwsze pół roku przeciwnicy nie wiedzieli co się dzieje. Potrafili w meczu w którym wygrywaliśmy osiem do zera srzelić po trzy bramki i dołożyć po trzy, cztery asysty. Naprawdę był to dla nas przeskok. Dzięki temu mogliśmy się rozwijać grając z nimi.

Laskowice mocno poszły do przodu przez te wszystkie lata. Zastanawia nas jeszcze fakt, dlaczego nie zostaliście w Jelczu-Laskowicach?

Oczywiście projekt jest bardzo dobry w Jelczu-Laskowicach. Moim zdaniem trener Chus jest najlepszym szkoleniowcem w Polsce. Miałem okazję z nim współpracować przez dwa sezony i mam bardzo dobre wspomnienia z tym związane. Jeśli chodzi o to dlaczego nie zostałem w Jelczu-Laskowicach to rozmawiałem z prezesem i trenerem. Była tam wizja, aby trenować tam pięć – siedem razy w tygodniu. W tym samym czasie chciałem pracować i było to bardzo ciężkie do pogodzenia. Bo trzeba przyznać, że futsal w Polsce nie jest jeszcze na tyle rozwinięty, aby tylko z tego wyżyć do tego trzeba jeszcze pracować. Wtedy było to dla mnie nie do pogodzenia – treningi, praca i jeszcze dojazd trzydzieści kilometrów z Wrocławia – same dojazdy siedem razy w tygodniu. Koszty przewyższały potencjalne dochody. Dlatego stwierdziłem, że będę musiał odpuścić i nie zostałem w Jelczu-Laskowicach.

Realia polskiego futsalu są takie, że większość zawodników nie jest wstanie utrzymać się tylko z gry na parkiecie. Co robisz poza futsalem, pracujesz?

Tak, mam swoją działalność i jestem taksówkarzem we Wrocławiu. Pracuję na swojej taksówce i jest to mega plus dla mnie, że przystosowuje sobie godziny pracy pod siebie dzięki temu mogę trenować i grać w Lesznie.

W Polkowicach byłeś jeden sezon. Jak wyglądało to na Dolnym Śląsku?

Przyznam szczerze, że ten sezon w Polkowicach był dla mnie mega ciężki. W trakcie tego sezonu już powoli traciłem radość z gry w futsal. Traciłem tego bakcyla, którego złapałem we Wrocławiu. Zastanawiałem się już nawet nad zakończeniem gry. Skupić się na pracy, karierze zawodowej i życiu we Wrocławiu. W Polkowicach trenowaliśmy raz w tygodniu i mecze mieliśmy w weekend. Nie wyglądało to tak mega profesjonalnie jak w Jelczu gdzie ten przeskok miałem duży. Tam ten futsal hiszpański to wszystko było takie wow, a pojechałem do Polkowic i tam doświadczyłem takie zderzenia z polską futsalową rzeczywistością. Nie był to taki sam poziom co Jelczu-Laskowicach, więc trochę się tam zniechęciłem. Bardziej traktowałem to jako spotkanie ze znajomymi raz w tygodni i mecz dodatkowo.

Kiedy nastąpił pierwszy kontakt z Leszna w sprawie Twojego transferu?

Wydaje mi się, że w pierwszej kolejności zadzwonił do mnie trener. Graliśmy wcześniej sparing w Lesznie jako drużyna z Polkowic. Ocenił, że naprawdę to dobrze wyglądało. Był to mój i Pawła jeden z pierwszych sparingów rozegranych dla Polkowic. Tylko wówczas graliśmy z Kamilem i Grześkiem Nowakowskim z którymi z kolei graliśmy wcześniej w Jelczu-Laskowicach. Gra bardzo szybka i ustawienie cztery – zero. Zagraliśmy wtedy naprawdę bardzo dobry sparing. Myślę, że to miało duży wpływ na to, że później trener Trznadel do nas zadzwonił i chciał nas bardzo w swojej drużynie w Lesznie. Później zadzwonił prezes Paweł Mrozkowiak, przedstawił wizję jak ma to wyglądać w klubie z Leszna. Przyznam wtedy szczerze, że znowu poczułem to coś. Fakt, że to będzie gra w Ekstraklasie, że jest to poziom rozgrywkowy wyższy niż dotychczas. Do tego klub chce się rozwijać tak jak w Jelczu-Laskowicach, a mogę powiedzieć, że nawet trochę lepiej. Bo naprawdę podejście jest bardzo profesjonalne i klub bazuje na swoich zawodnikach co jest dużym plusem. Stwierdziliśmy z Pawłem, że chcemy spróbować i zobaczymy jak ten sezon będzie wyglądał. Gdy przyszliśmy do Leszna to zobaczyliśmy, że wygląda to nieziemsko. Porównaliśmy sobie sparing z drużyną z Leszna za czasów gdy grałem w Jelczu-Laskowicach dwa lata temu. Przyjechaliśmy wtedy w okrojonym składzie z kontuzjami praktycznie bardzo zmęczeni po okresie przygotowawczym i wtedy wygraliśmy ten sparing. Myśleliśmy, że ten poziom jest niższy niż w Jelczu. Biorąc udział już w treningach zobaczyliśmy, że zawodnicy jednak przez te dwa lata zrobili taki mega przeskok. My w zasadzie na okresie przygotowawczym do sezonu wyglądaliśmy słabiej. Więc bardzo się nam tutaj spodobało, że można się aż tak rozwinąć. Po prostu chcieliśmy brać w tym udział.

Twoje plany na przyszłość? Jakie masz marzenia związane z futsalem? Jak daleko chciałbyś dojść?

Skupiam się bardziej na tym co jest teraz w tym sezonie. Na tą chwilę naszym celem jest utrzymanie się z Futsal Leszno w Ekstraklasie. Wiadomo, że apetyt rośnie w miarę jedzenia – jesteśmy w środku stawki. Priorytetem jest utrzymanie i zdobycie tylu punktów, które nam na to pozwolą i zająć jak najwyższe miejsce w tabeli. Jeśli chodzi o indywidualne cele to oczywiście każdego marzeniem jest gra dla reprezentacji naszego kraju. Wiadomo jest to wtedy taka nagroda indywidualna dla każdego zawodnika. Moim celem jest rozwijanie się z każdym treningiem i z każdym meczem. Pokazywanie, że z każdym meczem będę wyglądał coraz lepiej.

Oprócz tego, że jesteś zawodnikiem Futsal Leszno, masz czas aby interesować się futsalem? Na przykład europejskim?

Jeśli chodzi o futsal zagraniczny to bardziej obserwuje znajomych zawodników z którymi grałem. Pavlos Wiegels który gra w jednym z mocniejszych klubów w Niemczech. Podobnie śledzę Gerarda Gonzáleza Martíneza, który moim zdaniem jest najlepszym zawodnikiem z jakim przyszło mi grać. Głównie obserwuję ich na mediach społecznościowych gdzie dzielą się wynikami swoich drużyn i pokazują swoje bramki. Gerard grał węgierskim klubie ETO Futsal Club z którym był w najlepszej czwórce w Lidze Mistrzów. Widać jakie ma umiejętności, że doszedł tak daleko i w jakich klubach grał w swojej karierze.

Wywiad przeprowadzili: Piotr Wieczorek i Mateusz Gzyl